100 proc. zysku w dwa lata - tyle można zarobić, inwestując w nieruchomości w Rumunii
Słoneczny zysk
Czy można bez specjalnego ryzyka zarobić 100 proc. w ciągu dwóch lat? Tak, i to legalnie, ale nie w Polsce ani w żadnym innym kraju Unii Europejskiej. Tyle można zarobić w Rumunii. Hossa na rynku nieruchomości, która rozpoczęła się w dziesięciu nowych krajach wspólnoty przed ich akcesją, powoli się kończy. Inwestorzy już zaczęli kupować mieszkania, domy i atrakcyjne działki w Rumunii, które 1 stycznia 2007 r. staną się pełnoprawnymi członkami unii. Kiedy na początku 2005 r. brytyjski Channel 4 wytypował dwadzieścia najlepszych krajów, w których można zbić majątek na nieruchomościach w najbliższej dekadzie, pierwsze miejsce zajęła Rumunia (prognozowany zysk - 414 proc.), wyprzedzając Polskę (393 proc.). Od czasu opublikowania zestawienia średnia cena 1 m mieszkań w największych polskich miastach wzrosła o 65 proc. Podobne zyski czekają na inwestorów, którzy kupią nieruchomości w Rumunii . Na końcu zestawienia Channel 4 znalazły się Cypr (20. miejsce), Hiszpania (19.), Włochy (18.), Francja (17.). Nic dziwnego, że nastąpił najazd inwestorów na "nową" Europę.
Drogo, czyli tanio Na razie koniunkturę napędzają zagraniczni inwestorzy, z którymi z trudem konkurują bogacący się Rumuni. - W tych krajach rynek kredytów hipotecznych jest słabo rozwinięty. Banki żądają co najmniej 20-procentowych wkładów własnych, pożyczają maksymalnie na 20 lat, a oprocentowanie pożyczek w euro sięga aż 7 proc. - mówi Simon Tweddle. - Po wejściu do UE konkurencja doprowadzi do tego, że wzięcie kredytu na zakup własnego mieszkania będzie tak łatwe i tanie jak w Polsce. Wtedy ceny ostro ruszą w górę, bo deweloperzy nie będą w stanie zaspokoić popytu - dodajeTweddle.
Odkrywanie Rumunii - Bułgarski rynek nieruchomości jest już bardzo rozgrzany. Natomiast Rumunia ciągle nie została odkryta przez inwestorów - uważa Robert Chojnacki, prezes firmy konsultingowej redNet. Rumunia nie ma górskich i kurortów takich jak Bułgaria a nad Morzem Czarnym w Rumuni jest jeden liczący się to Mamaia koło Konstancy. Rynek mieszkań dla inwestorów ogranicza się dla tego do Bukaresztu i części wybrzeża Morza Czarnego. Gdy cztery lata temu Brytyjczyk Kevin Stillmock kupował w centrum Bukaresztu dwupokojowy apartament za 25 tys. USD, jego znajomi pukali się w głowę i twierdzili, że wyrzuca pieniądze. Dziś Stillmock za swoje mieszkanie dostałby o 400 proc. więcej - 100 tys. USD. Bukareszt został w 1978 r. częściowo zniszczony przez trzęsienie ziemi. Wszystkie domy budowane po tej katastrofie mają trwałe konstrukcje nośne, żeby oprzeć się kolejnemu kataklizmowi. Zdaniem Chojnackiego, najbardziej mogą wzrosnąć ceny inwestycji na północy miasta, gdzie powstają nowe osiedla, szczególnie te bliżej jezior Floreasca, Tei i Colentina oraz na wschodzie, w pobliżu planowanej bazy NATO. Bukareszt ma szansę na większe niż przeciętne w regionie wzrosty cen także z tego powodu, że w połowie lat 90. w Rumunii przeprowadzono powszechne uwłaszczenie obywateli na państwowej ziemi. W rezultacie w centrum Bukaresztu znajdują się nie zabudowane działki należące do kilkuset osób. Deweloper, który będzie chciał tam budować, musi się najpierw dogadać z wszystkimi właścicielami, co będzie bardzo trudne, a co za tym idzie - nie ma szans na istotne zwiększenie liczby mieszkań na rynku i spadek cen.
|